Na większości światowych rynków właśnie rusza fala wymiany komputerów kupionych masowo w 2020 roku. Problem w tym, że to wyjątkowo zły moment na zakupy - pecety drożeją i wiele wskazuje na to, że taniej już nie będzie.
Polska jest w innej sytuacji. Boom zakupowy był u nas rozciągnięty w czasie i trwał nawet do 2023 roku. W obliczu rosnących cen rynek może więc zareagować spadkiem popytu (więcej na ten temat pisaliśmy w felietonie pt. „Polski rynek PC stoi przed zapaścią”), ale od pytania o wymianę komputera nie da się uciec — choćby z powodu przejścia na Windows 11.
Na rynkach zachodnich timing jest bezlitosny. Komputery kupione masowo w latach 2020–2021 dziś mają po 5–6 lat. To moment, w którym sprzęt przestaje być „wystarczający”, a zaczyna być po prostu stary. Nie z powodu benchmarków, lecz codziennych frustracji: słabej baterii, małego lub zużytego dysku, problemów z aktualizacjami, braku wsparcia dla starych systemów.
Jeśli do tego dołożymy perspektywę drożejących pamięci, nośników danych i nowych generacji procesorów, sytuacja robi się niekomfortowa. Ale Zachód ma jedną przewagę: wyższe dochody. Droższy komputer jest łatwiejszy do zaakceptowania, nawet jeśli oznacza większy wydatek niż kilka lat temu.

Pokaż / Dodaj komentarze do:
Duży news o biznesie